Cecconi: Mogłem przejść do Serie C, ale miałem obietnicę daną dziadkowi
– Ja, kapitanem? Zdarzyło mi się już pełnić tę funkcję w meczu towarzyskim. Bycie kapitanem w spotkaniu ligowym byłoby spełnieniem marzeń. Pierwszy mały krok został już zrobiony, a ja dam z siebie wszystko – tak powiedział Jacopo Cecconi w programie „Robur One Club”.
Jeśli podobają Ci się nasze treści i chcesz wesprzeć ich dalszy rozwój, zapraszamy do postawienia wirtualnej kawy na BuyCoffee! Twoje wsparcie pomaga nam tworzyć więcej ciekawych materiałów, a każda wpłata to dodatkowa motywacja i możliwość rozwijania portalu. Dziękujemy za każdą złotówkę!
– Tego lata mogłem wybrać inną drogę, na przykład przejść do Serie C. Musiałem jednak dotrzymać obietnicy złożonej dziadkowi. Wszystko mu zawdzięczam i zadedukuję mu swoją najbliższą cieszynkę – zdradza pochodzący z Sieny obrońca.
Jacopo Cecconi opowiedział również o chwili, w której dowiedział się, że negocjacje z Sieną FC zostały sfinalizowane.
– Byłem na wakacjach na Formenterze z partnerką. Zadzwonił telefon, a piwa, które trzymałem w rękach, wypadły mi z nich. Dla chłopaka, który dorastał na trybunach Curva, oglądając Robur, a teraz widzi tam swojego młodszego brata i przyjaciół, nie ma chyba nic piękniejszego. Wielu chłopaków zaczynało razem ze mną w ośrodku Bertoni i miało takie samo marzenie, ale nie wszystkim udało się je spełnić. Dlatego czuję ogromną satysfakcję. Dla kogoś pochodzącego z Sieny gra w tej koszulce oznacza jeszcze większą odpowiedzialność. Trzeba ją na siebie wziąć i dawać z siebie wszystko”.
Jacopo Cecconi opowiedział także o tym, skąd wzięła się jego umiejętność wykonywania stałych fragmentów gry, o swojej wszechstronności na boisku oraz relacjach z Niccolò Giannettim.
– Przypadkowo zająłem jego miejsce w szatni, a on powiedział mi, że skoro również jestem z Sieny, to właśnie tego chciał.
Nie zabrakło również tematu zwycięstwa jego Nicchio i ograniczonych świętowań, a także bieżących spraw drużyny. Obrońca przeanalizował spotkanie w Castel Maggiore i podzielił się oczekiwaniami przed wyjazdem do Terni, gdzie zabraknie znacznej części kibiców Sieny FC.
– Szkoda, że ich nie będzie, ale rozumiem ich decyzję. Nie sądzę, żeby takie ograniczenia służyły piłce nożnej, ponieważ uderzają w ludzi, którzy przez cały rok poświęcają mnóstwo czasu i energii, żeby wspierać swoją drużynę.