Crocetti: Szwedzcy przedsiębiorcy nie są tu tylko przelotem
"Byłem obecny na meczu Siena-Gavorrano, miałem też okazję porozmawiać z Guerrim. Z Simone znamy się od zawsze, graliśmy razem we Fiorentinie. Ludzie, a dowodzi tego protestujący transparent na stadionie, mają już dość tej serii właścicieli, którzy są bardziej nastawieni na biznes czy inne interesy niż na odpowiadanie na pasję miasta i budowanie poważnego projektu. Odnoszę wrażenie, że szwedzcy przedsiębiorcy nie są tu tylko przelotem. Chcą zacząć od infrastruktury, od sektora młodzieżowego, stworzyć system współpracy. Uważam, że piłka się zmieniła, we Włoszech myśleliśmy, że jesteśmy najlepsi na świecie, ale tak już nie jest." Tak brzmi wypowiedź Lorenzo Crocettiego, który zabrał głos podczas ostatniego odcinka programu "Al Club con la Robur".
Jeśli podobają Ci się nasze treści i chcesz wesprzeć ich dalszy rozwój, zapraszamy do postawienia wirtualnej kawy na BuyCoffee! Twoje wsparcie pomaga nam tworzyć więcej ciekawych materiałów, a każda wpłata to dodatkowa motywacja i możliwość rozwijania portalu. Dziękujemy za każdą złotówkę!
"Dawniej szkoły piłkarskie były bardziej efektywne, było ich mniej, podobnie jak zawodników, co sprzyjało naturalnej selekcji." - kontynuuje były napastnik Robur. "Pamiętam swój test we Fiorentinie w wieku 10 lat. Miał miejsce na Artemio Franchi, a graliśmy jedenastkami. Dziś najpierw gra się piątkami, potem siódemkami, potem dziewiątkami. Pierwsze, co rzuca mi się w oczy, to że dzieci nie rozwijają odpowiednich umiejętności motorycznych. Ich ciała są jakby "podzielone na pół", ledwie potrafią przyjąć piłkę czy podać słabszą nogą. W mojej akademii kładziemy ogromny nacisk na grę obiema nogami. Słyszę, że technika już się nie liczy, ale jedynym "narzędziem" w piłce nożnej jest przecież piłka. Nie da się zbudować futbolu bez koordynacji ruchowej i techniki. Owszem, ważna jest intensywność, ale prawdziwą intensywność osiąga się poprzez szybkie poruszanie piłką, a to wymaga umiejętności jej opanowania."
"Moja szkoła piłkarska to były ulica i oratorium, nie było trenerów, graliśmy ze starszymi i młodszymi." - włącza się do dyskusji Massimo Morgia, który trenował Crocettiego w triumfalnym sezonie 2014/15. "Spędzaliśmy z piłką 18 godzin dziennie, trzeba nam ją było siłą odbierać. Teraz to piłkarze zmuszają swoje dzieci do grania, wywierając na nie niesamowitą presję i urządzając burdy na trybunach. Gra się godzinę dziennie, a potem każe się im analizować taktykę. Zawsze mówiłem, że trzeba przenieść ducha ulicy i oratorium w czasy współczesne. Kto to ma zrobić? Kluby piłkarskie."
Crocetti po zakończeniu kariery pozostał w futbolowym świecie. "Moja żona pracuje w branży eventowej, ja byłem w świecie piłki. Ostatni rok jako zawodnik spędzałem w Montalcino, gdy nadszedł lockdown i oboje straciliśmy pracę. Zacząłem trenować dzieci przez Skype'a. W maju zezwolono na indywidualne treningi, trzeba było dezynfekować piłki, używać rękawiczek... Jak teraz o tym myślę, to wariuję. W ciągu dwóch miesięcy miałem już ponad 100 dzieci i pomyślałem, że to może stać się pracą. W 2021 roku powstała moja akademia, nazwana moim nazwiskiem. Macron uwierzył w mój projekt i posypały się kolejne inicjatywy. Ja i mój asystent trenujemy w International School of Florence, prowadzimy popołudniowe treningi i zabieramy ich na krajowe i międzynarodowe turnieje. Współpracujemy też z luksusowymi hotelami i centrum rehabilitacyjnym Prosperius. Mam klientów na całym świecie, którzy zabierają mnie ze sobą na wakacje, teraz jadę do Londynu, na Boże Narodzenie byłem na Malediwach i w Dubaju, dwa lata temu na Ibizie. Nie grałem dziesięć lat w Serie A, ale życie z piłki to dla mnie wielka duma. I rozsławiam przy okazji swoje nazwisko oraz Florencję, nazwa mojej inicjatywy "FLorence" nawiązuje i do miasta, i do mojego imienia".
Nie sposób nie wspomnieć jego sezonu w bianconeri, w którym strzelił 13 bramek: "Był trudny moment, gdy mogłem odejść, ale zostałem i to się opłaciło, odzyskałem miejsce w składzie i zostałem najlepszym strzelcem razem z Mininclerim, z dubletem w Massa i nagrodą za najpiękniejszego gola sezonu. Ale poza tym, to był po prostu fantastyczny rok. W sobotę na stadionie wspominaliśmy z kibicami ten pamiętny remis 3:3 z Gavorrano, gdy wszyscy myśleliśmy, że będziemy świętować przed naszą publicznością, pamiętam te morze ludzi. Albo mój pierwszy mecz w Coppa Italia - 14 sierpnia, upał straszny, ale na stadionie było więcej ludzi niż w sobotę. To nam uświadomiło, że jesteśmy w wyjątkowym miejscu. To doświadczenie stawiam ponad wszystkie lata spędzone w Serie C."
Morgia o zdrowych zasadach rywalizacji. "Nigdy nie ukrywałem, ani przed dyrektorami, prezydentami, a tym bardziej przed zawodnikami, co myślę. Tamtego sezonu w trakcie rozgrywek postanowiłem sprowadzić Bigoniego. Choć nie był napastnikiem, w poprzednim sezonie w Pistoia strzelił wiele bramek i byłem przekonany, że ulepszy naszą grę. Porozmawiałem z Crocettim, powiedziałem mu, że może odejść, ale on został. Wkrótce wrócił po kontuzji, Bigoni zagrał może półtora meczu, a Crocetti słusznie grał w pierwszym składzie."
Filozofia profesjonalizmu. "Zawodowiec musi zaakceptować złe chwile i decyzje trenera, skupiając się na dawaniu z siebie wszystkiego." - podsumowuje Crocetti. "Trenuję wiele dzieci, które pytają mnie o profesjonalizm. Według mnie bycie zawodowcem to nie kwestia techniki, ale mentalności. Jak w życiu, rezultaty przychodzą dzięki wytrwałości i niepoddawaniu się. W Sienie Morgia stworzył zdrową rywalizację."