Głęboki kryzys po porażce z Fezzanese

Rozmiar tekstu: A A A

Co się stanie z tym Robur? Jeśli jest ktoś, kto ma w tej kwestii pewność, niech wystąpi i wyzna wszystko. Wysłucham go z drżeniem, wzdrygając się przy każdym przejawie jego optymizmu i poważnie zastanawiając, czy naprawdę wie, co mówi, czy to tylko kolejny zwolennik "polityki uśmiechu" za wszelką cenę. Jeśli chodzi o mnie, od razu powiem, że niedawna przeszłość mi się nie podoba, teraźniejszość wcale, a przyszłość budzi we mnie totalny niepokój. Kiedy sezon dobiega końca, zawsze przychodzi czas na podsumowania, ale tutaj jest wiele do powiedzenia, więc warto rozważyć sprawy tematycznie, zaczynając od ostatniego katastrofalnego meczu z Fezzanese.

Jeśli podobają Ci się nasze treści i chcesz wesprzeć ich dalszy rozwój, zapraszamy do postawienia wirtualnej kawy na BuyCoffee! Twoje wsparcie pomaga nam tworzyć więcej ciekawych materiałów, a każda wpłata to dodatkowa motywacja i możliwość rozwijania portalu. Dziękujemy za każdą złotówkę!

NAJGORSZY MOMENT

Ktoś pompatycznie nazwał to "finałem Ligi Mistrzów", a właściwie jednym z czterech finałów Ligi Mistrzów do rozegrania w tej końcówce sezonu. Cóż, dzielni chłopcy Fezzanese podnieśli puchar z Wielkimi Uszami, rozjeżdżając Bianconeri. Piłkarze w zielonych koszulkach już zdegradowani, teoretycznie na wakacjach, pchnęli do przodu jedynie dzięki naturalnej radości gry w piłkę i strzelili cztery gole, ocierając się o kolejne. Tak, bez wątpienia był to najniższy punkt w historii Robur, gorszy nawet od porażek z Badesse i Sinalunghese. Kibice słusznie wściekli się, z pewnością wspominając czasy, gdy ich złość wywoływały porażki z Juventusem, historię z odległej przeszłości, która niestety już nie wróci.

OD ZŁEGO DO JESZCZE GORSZEGO

Obecne wyniki nie są dziełem przypadku - ich korzenie sięgają daleko w przeszłość, aż do ostatniego lata, kiedy zespół został zbudowany bez większych ambicji, mimo że trener - prawdopodobnie dla podniesienia poprzeczki - zapowiadał walkę o najwyższe cele. Początek był obiecujący, z odrobiną szczęścia, które zawsze się przydaje, ale potem przyszło wiele pustych przebiegów i brak ruchów na rynku transferowym. W końcu nieuniknione tarcia doprowadziły do zwolnienia szkoleniowca. W niektórych sytuacjach fajnie byłoby po prostu podnieść ręce z kierownicy i powiedzieć "róbcie, co chcecie" - najlepiej zanim sprawy wymkną się spod kontroli. Ale chyba słowo "dymisja" zniknęło już ze wszystkich włoskich słowników. Jeszcze lepiej byłoby otwarcie wyjaśnić, co poszło nie tak, ale i tu zapada cisza, a słowa padają dopiero wtedy, gdy nie mają już żadnego znaczenia. Szkoda.

NIEKOŃCZĄCE SIĘ POROZUMIENIA

Obecni właściciele klubu są jednak bardzo obecni poza boiskiem - nie tyle wtedy, gdy trzeba wyjaśnić koszmarną porażkę, ile wtedy, gdy można zawierać porozumienia z innymi podmiotami w regionie. Oczywiście, wszystko pięknie i słusznie - więc śmiało, kolejne uściski dłoni, zdjęcia z klubami, instytucjami i stowarzyszeniami kibiców. Inicjatywy niewątpliwie godne pochwały, ale które niewiele lub nic nie wnoszą do Robur jako drużyny piłkarskiej, która - i tu tryb warunkowy jest jak najbardziej na miejscu - powinna wychodzić na boisko i próbować wygrywać. Może z nowymi zawodnikami zatrudnionymi właśnie w tym celu. Ale w końcu zdanie "wygrana czy przegrana meczu nic nie zmienia" przypomina nam, że jesteśmy już w zupełnie innej rzeczywistości niż ta, którą znaliśmy w przeszłości. Zawsze postrzegałem piłkę nożną jako coś, w co inwestuje się środki, by zbudować silną drużynę zdolną wygrać przynajmniej Serie D. Tak już nie jest. Siena w swojej niedawnej historii dwukrotnie grała w Serie D i za każdym razem od razu wracała do Serie C - raz na boisku, raz dzięki repasażom. Właśnie, repasaże… teraz jest to znacznie trudniejsze, zwłaszcza przez zalew drużyn rezerwowych, a do tego zawsze potrzeba 300 tysięcy euro bezzwrotnej kaucji. Nieskończenie więcej niż to, co w styczniu byłoby potrzebne na kilku młodych zawodników, którzy oczywiście nigdy nie przybyli. W skrócie - jeśli nie wydarzy się cud - Robur po raz drugi w niedawnej historii zagra dwa sezony z rzędu w Serie D, ustanawiając kolejny rekord, na który moglibyśmy z chęcią zrezygnować. I dobrze, że latem 2023 znienawidzony Simone Giacomini zajął się zespołem z Eccellenza, bo inaczej może gralibyśmy dalej z Astą i Valentino Mazzolą.

PRZESZŁOŚĆ BOLI

Ostatnie lata Robur to niestety historia niedopełnionych zapisów na należne im rozgrywki. Zdarzyło się, a potem zdarzyło się ponownie - i to wywołało strach. Tak wielki strach, że teraz wszystko jest w porządku: ambicje wyzerowane, a celem jest tylko, by piłka się toczyła. Nie ważne, w jakiej lidze i z jaką drużyną. Stadion jest coraz bardziej pusty, ale to nie ma znaczenia. Za to zawsze miło jest zorganizować konkurs z nagrodami w przerwie meczu.

ZAWSZE PRZYJACIELE

Obecny świat Robur jest też piękny w oczach kogoś, kto przyjeżdża z północnej Europy i zachwyca się stadionem, który coraz bardziej przypomina rozpadający się parking, albo byłego piłkarza z dowolnej ligi i epoki, który zaproszony na trybuny rozdaje komplementy na prawo i lewo, bez zastanowienia i pytań. Ile kosztuje pogłaskanie po głowie? Nic. Reszta nie interesuje tych, którzy wracają do Sieny tylko na kilka godzin.

PRZYSZŁOŚĆ

Tymczasem trzeba by położyć fundamenty pod nadchodzący sezon, a mnie - i pewnie wielu innym - marzy się miłe zaskoczenie. Tak, chciałbym spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie w twarz, że nic nie zrozumiałem, że przyszłość Robur jest piękna i ekscytująca, wbrew wszystkim czarnym myślom, które towarzyszą mi każdego dnia. Nigdy wcześniej się to nie zdarzyło, ale zawsze może być pierwszy raz. Albo i nie.

iconautor: MentiX

icon 22.04.2025

icon19:40

iconźródło: lanazione.it

iconfoto:











Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze














Brak komentarzy