Michielan doznał naderwania drugiego stopnia mięśnia dwugłowego lewego uda i wróci dopiero w styczniu

Rozmiar tekstu: A A A

Bardzo złe wieści z izby chorych Siena F.C., w dniu, w którym Bianconeri wznowili przygotowania do starcia z San Donato Tavarnelle. Bramkarz Mattia Michielan, który doznał kontuzji w zeszłym tygodniu podczas treningu, wróci do gry w styczniu. Jak wykazały badania kliniczne, zawodnik doznał naderwania drugiego stopnia lewego ścięgna mięśnia dwugłowego uda (część dystalna). Jego powrót przewidziany jest na koniec grudnia, ale ze względu na przerwę w rozgrywkach świątecznych i konieczność odzyskania odpowiedniej formy fizycznej, znów założy rękawice dopiero w nowym roku.

Jeśli podobają Ci się nasze treści i chcesz wesprzeć ich dalszy rozwój, zapraszamy do postawienia wirtualnej kawy na BuyCoffee! Twoje wsparcie pomaga nam tworzyć więcej ciekawych materiałów, a każda wpłata to dodatkowa motywacja i możliwość rozwijania portalu. Dziękujemy za każdą złotówkę!

To poważny cios dla trenera Tommaso Bellazziniego i Robur, ponieważ Mattia Michielan, będący podstawowym bramkarzem aż do ostatniej niedzieli, wykazywał niezawodność i charakter, mimo błędu popełnionego w meczu z Ghiviborgo, który można uznać za akceptowalny w jego procesie rozwoju (jest z rocznika 2007).

Nie ma też dobrych wieści w sprawie Niccolò Giannettiego: napastnik, który wydawał się już na drodze do powrotu (kontuzja sprzed dokładnie miesiąca), będzie wyłączony z gry jeszcze przez trzydzieści dni. Oznacza to, że Matteo Menghi będzie musiał trzymać się mocno, będąc jedynym środkowym napastnikiem do dyspozycji trenera Tommaso Bellazziniego, chyba że Francesco Noccioli zostanie użyty w roli wysuniętego napastnika.

Jeśli chodzi o bramkę, od teraz Andrea Di Vincenzo będzie strzegł dostępu do bramki Bianconeri. Jego debiut w lidze, w ostatnią niedzielę w wyjazdowym meczu z Foligno, nie był łatwy: został podstawowym zawodnikiem praktycznie z dnia na dzień, na trudnym terenie, przeciwko jednej z najlepiej ocenianych drużyn w grupie. Zaczęło się dobrze (świetna podwójna interwencja przy golu prowadzącym gospodarzy), potem się pogubił, prawdopodobnie przez brak doświadczenia w grze wymagającej od bramkarza częstego używania nóg i bycia centralną postacią akcji. Podsumowując, nie można obarczać Andrei Di Vincenzo winą za bolesną porażkę na stadionie Enzo Blasone.

W dniu zdecydowanie nieudanym Bianconeri, bardziej powściągliwi niż zwykle, nie byli w stanie zagrozić gospodarzom, którzy perfekcyjnie przygotowali mecz i, choć skorzystali z kilku "prezentów świątecznych", wciąż dawali poczucie, że mogą zrobić krzywdę, nawet nie tworząc wielu okazji. Jasnym punktem był gol Matteo Menghiego, który wreszcie zdobył swoją pierwszą bramkę w sezonie, w meczu wymagającym poświęcenia, gdzie piłki miał naprawdę niewiele. Oby była to pierwsza z wielu.

iconautor: Anusz

icon 12.11.2025

icon14:44

iconźródło: lanazione.it

iconfoto: Siena FC











Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze














Brak komentarzy