Perinetti: Lippi i Cannavaro polecili mi Maddaloniego
"Gol Flo to najpiękniejszy obraz, cudowny tak jak dwa utrzymania uratowane w ostatniej chwili dzięki golom Argilliego i Negro. Potem wróciłem do Serie B i powiedziano mi, że trzeba bezwzględnie wygrać. Musiałem poświęcić kandydaturę Beretty, który jest moim przyjacielem i świetnym trenerem, ale uważam, że Conte był decydujący w tamtym sezonie. Natomiast w kolejnym sezonie, z Sannino, osiągnęliśmy rekord punktowy i dotarliśmy do półfinału Coppa Italia. Gdybyśmy przeszli Napoli, Siena zagrałaby w Pucharze UEFA". - Tak powiedział Giorgio Perinetti, który tydzień temu był gościem programu "Al Club con la Robur".
Jeśli podobają Ci się nasze treści i chcesz wesprzeć ich dalszy rozwój, zapraszamy do postawienia wirtualnej kawy na BuyCoffee! Twoje wsparcie pomaga nam tworzyć więcej ciekawych materiałów, a każda wpłata to dodatkowa motywacja i możliwość rozwijania portalu. Dziękujemy za każdą złotówkę!
Zdecydowanie mniej szczęśliwe było jego ostatnie doświadczenie w 2021 roku z Ormianami. "Odkryłem wiele rzeczy, które nie były jasne" -mówi były dyrektor sportowy Bianconeri. "Już samo budowanie zespołu na Serie D, a potem znalezienie się 9 sierpnia w Serie C, nie jest łatwe. Ale najdziwniejsze było to, że zdecydowano się zostawić Gilardino, mimo że ze strony właścicieli panowała wobec niego całkowita i pełna niechęć. Dowiedziałem się, że zostałem zatrudniony po to, żeby korygować Gilardino. Potem była tak zwana skórka od banana, czyli wybór Maddaloniego, który miał bardzo wpływowych sponsorów. Jeśli rozmawiam z Lippim i Cannavaro i mówią mi coś, to muszę wierzyć przyjaciołom. Maddaloni jest bardzo przygotowany, do tego stopnia, że czuje się jak profesor. Powinniśmy byli dokonać zmiany od razu, ale to nie było proste. Podpisałem kontrakt z Vivarinim, ale nie przyszedł z powodu formalności. Koniecznie chciał przyprowadzić swojego trenera bramkarzy. Spełniliśmy wszystkie jego wymagania i powiedziałem mu, że mamy już dwóch trenerów bramkarzy, jeśli da mi czas, to go sprowadzę, ale dziś nie mogę tego zrobić. On się uparł i nie chciał przyjść. Wtedy postawiliśmy na Bisolego. Mieliśmy już wszystko ustalone, spotkał się z prezesem, byliśmy na trybunach w Cesenie, żeby obejrzeć drużynę. Tymczasem zostałem wezwany do Florencji i poinformowano mnie, że właściciel bezpośrednio się zmienił. Historia skończyła się bardzo szybko, czego żałuję, bo splamiło to zbyt piękną historię".
"Łatwo powiedzieć, że chciałbym wrócić do Sieny, ale żeby pracować w Sienie, trzeba mieć przekonanie, że można robić rzeczy dobrze i mieć konkretny plan. W przeciwnym razie zdradza się mandat, który być może sami chcielibyście mi powierzyć. Kiedy wróciłem, przychodząc z Bari, powiedziano mi, że trzeba wygrać za wszelką cenę, były ku temu warunki i wygraliśmy, ale ja byłem przekonany, że nam się uda. Jeśli w przyszłości pojawią się odpowiednie warunki, nie w zbyt odległym czasie, bo lat zaczyna przybywać, to dlaczego nie".