Vari: Noszenie tej koszulki to wielki powód do dumy
W obszernej rozmowie udzielonej oficjalnym kanałom Siena FC, Federico Vari, autor 19 występów w tym sezonie, okraszonych trzema golami i trzema asystami wrócił do etapów swojego piłkarskiego rozwoju, skupiając się na przybyciu pod Torre del Mangia, relacji z trenerem Tommao Bellazzinim oraz osobistych ambicjach na przyszłość.
Jeśli podobają Ci się nasze treści i chcesz wesprzeć ich dalszy rozwój, zapraszamy do postawienia wirtualnej kawy na BuyCoffee! Twoje wsparcie pomaga nam tworzyć więcej ciekawych materiałów, a każda wpłata to dodatkowa motywacja i możliwość rozwijania portalu. Dziękujemy za każdą złotówkę!
Piłka nożna od najmłodszych lat: "Mam zdjęcie, na którym leżę w kołysce z piłką obok. Tata jest kibicem Romy, a przede wszystkim był trenerem. Gdy miałem cztery lata, prowadził drużynę Pulcini, ale byłem jeszcze za mały, więc dołączałem trochę nieformalnie. Do dziesiątego roku życia trenował mnie mój ojciec, potem przeprowadziłem się do Spinaceto i zacząłem grać w Tor De Cenci, byłym klubie m.in. Candrevy".
Sektor młodzieżowy, Primavera i relacja z Menghim: "W Tor De Cenci grałem do piętnastego roku życia, potem przeszedłem do Urbetevere, jednej z najważniejszych drużyn amatorskich w Rzymie. Również tam spędziłem dwa lata, po których przeniosłem się do Viterbese, gdzie poznałem Matteo Menghiego (obecnie byłego kolegę z Sieny). Tam graliśmy razem w Primaverze i zadebiutowaliśmy w pierwszej drużynie. W różnych latach grałem zarówno z Matteo, jak i z jego bratem bliźniakiem. Wybór między nimi jest jak wybór między mamą a tatą, obu bardzo lubię. Mogę jedynie powiedzieć, że na boisku chyba lepiej rozumiem się z Matteo, bo obaj gramy z przodu: ja zaliczyłem wiele asyst przy jego golach, a on przy moich. Z kolei Lele, jego brat, gra bardziej z tyłu".
Piłka nożna jako jedyna pasja, na dobre i na złe: "Nie było nigdy nic poza piłką. Na przykład nigdy nie grałem na PlayStation. Grałem na ulicy, pod domem, nawet po treningach, nawet w grudniu. Tego już nie widzę u dzieci. Muszę jednak przyznać, że moja piłkarska gorliwość nie pozwoliła mi dokończyć nauki, którą teraz podjąłem na nowo. Jak wiadomo, kariera piłkarza jest krótka, dlatego chciałbym zbudować sobie też coś innego. W przyszłości chciałbym pozostać w świecie sportu, być swego rodzaju trenerem przygotowania fizycznego, pracować przy rehabilitacji po kontuzjach. Absolutnie jednak nie chcę być trenerem piłkarskim. Miałem do czynienia z trenerami, którzy nieświadomie sprawiali, że czułem się źle, i nigdy nie chciałbym popełnić tego samego błędu: czasami niektórzy szkoleniowcy nie zdają sobie sprawy, jak bardzo mogą zaszkodzić młodym zawodnikom".
Więź z Bellazzinim i przybycie do Sieny: "Kiedy mnie zawołał, powiedziałem mu, że pójdę za nim nawet na Księżyc. Dla mnie trener jest wyjątkowy, to on najlepiej mnie zrozumiał. Wierzę w to, w co wierzy. A kiedy powiedział "chodź do Sieny"... cóż mogłem powiedzieć. Tu byłem na obozie piłkarskim, gdy byłem mały, od kilku dni próbuję odnaleźć te zdjęcia. W zeszłym roku, kiedy miałem grać przeciwko Sienie, napisałem wiadomości do mojej dziewczyny, mówiąc jej, jak bardzo chciałbym tu zagrać, a ona odpowiedziała żartobliwie: "Dobrze, szykuj się, szukaj domu, bo w przyszłym roku będziesz tu". I tak się stało. Choć kiedy skończył się poprzedni sezon, byłem dość przestraszony, bo nie wiedziałem, czy trener mnie zawoła, a rozstanie z nim i jego stylem gry bardzo mnie martwiło".
Pierwszy gol w koszulce Bianconeri: "Musiałem go zdobyć. Była to mieszanka niesamowitych emocji, tym bardziej że to było pierwsze zwycięstwo u siebie. Ale ten gol musiałem strzelić: poprzedniego wieczoru zadzwonił do mnie dziadek i powiedział: "Nigdy niczego od ciebie nie oczekiwałem, ale jeśli jutro strzelisz gola, poświęć go prababci’" Zmarła niedawno, więc musiałem trafić".
Drużyna i gest wobec Noccioliego: "Jesteśmy naprawdę wspaniałą grupą, a z niektórymi chłopakami (Conti, Menghi, Noccioli) grałem już wcześniej. Gest podniesienia Francesco (Noccioliego - przyp. red.) po nieudanym golu przeciwko Prato przyszedł mi spontanicznie, bo wiem, co może dziać się w głowie w takim momencie. Pod naszą trybuną, w takim meczu, to coś, co że tak powiem cię "zabija". A poza tym bardzo go lubię i musiałem go podnieść. On zrobiłby to samo dla mnie".
Znaczenie koszulki Bianconeri: "Dla mnie noszenie tej koszulki na tym stadionie to ogromny powód do dumy. Bardzo jej pragnąłem w zeszłym roku, kiedy grałem przeciwko Sienie, a teraz jestem dumny, że tu jestem. To nie są puste słowa, naprawdę tak myślę".
Spojrzenie w przyszłość: "Od przyszłości oczekuję przede wszystkim dobrej zabawy, bo naprawdę były momenty w piłce, kiedy czułem się bardzo źle i musiałem sam znaleźć siły, by się podnieść. Mieszkałem poza domem, nie miałem jeszcze dziewczyny i byłem sam, a do tego miałem tendencję, by się zamykać. Było trudno. Teraz czuję, że trochę się odblokowałem, lepiej przeżywam rzeczy, także dzięki temu klubowi, trenerowi i chłopakom. Latem skończyliśmy obóz przygotowawczy i wydawało się, że znamy się już od całego życia".