Voria: Chcemy zareagować i walczyć do samego końca. Jutro musimy pokazać prawdziwą Sienę
Konferencja prasowa Gilla Vorii przed jutrzejszym meczem z Rondinellą Marzocco, który odbędzie się na stadionie Artemio Franchi. Po ubiegłotygodniowej porażce z Ternaną na stadionie Libero Liberati, Siena FC musi zareagować i jak najszybciej wrócić na zwycięską ścieżkę przed własną publicznością.
Jeśli podobają Ci się nasze treści i chcesz wesprzeć ich dalszy rozwój, zapraszamy do postawienia wirtualnej kawy na BuyCoffee! Twoje wsparcie pomaga nam tworzyć więcej ciekawych materiałów, a każda wpłata to dodatkowa motywacja i możliwość rozwijania portalu. Dziękujemy za każdą złotówkę!
TYDZIEŃ PRZYGOTOWAŃ
– Przebiegł dobrze, muszę szczerze przyznać. We wtorek, jak zwykle, był czas na przemyślenia, ale później skupiliśmy się na tym, co przed nami. Powiedzieliśmy sobie wszystko, co było do powiedzenia, a następnie zawodnicy wyszli na boisko, myśląc już o kolejnym meczu, bo do przeszłości nie ma powrotu.
JUTRZEJSZY MECZ
– Na tym etapie sezonu wszyscy oczywiście szukają punktów. Jutro na Franchi mogłaby przyjechać dowolna drużyna i niczego by to nie zmieniło. Musimy wyjść na boisko z jednym celem. To, czego szukają nasi rywale, ma niewielkie znaczenie.
RONDINELLA
– To drużyna, która traci niewiele bramek, dlatego prawdopodobnie będziemy musieli uzbroić się w cierpliwość. Ma kilku dobrych zawodników i już podczas meczu pucharowego zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, mimo wyniku. To wymagający rywal, do którego trzeba podejść z ostrożnością, choć w gruncie rzeczy wszystko sprowadza się do tego samego: musimy skupić się na tym, by grać swoje i pokazać prawdziwe oblicze Sieny.
PRZYSTĘPNY TERMINARZ
– Nie sądzę, by to, z kim zmierzymy się w najbliższych tygodniach, stanowiło dla nas obciążenie. Większym problemem może być to, co deklarowaliśmy od samego początku, bo być może te zapowiedzi odebrały nam nieco swobody. Rozpoczęliśmy sezon z jasno określonym celem. Nigdy nie mówiłem, że wygramy, ale że musimy utrzymywać się w czołówce, aby na koniec walczyć o realizację naszych ambicji. Powtarzam to i nie zamierzam niczego ukrywać. Zawodnicy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Oczywiście czasami takie oczekiwania odbierają nieco lekkości, zwłaszcza gdy po kilku spotkaniach dwa lub trzy razy zawiedliśmy. Siłę drużyny poznaje się jednak również w takich momentach. W tym tygodniu rozmawiałem z moimi współpracownikami i przypomnieliśmy sobie, że w analogicznym momencie poprzedniego sezonu Grosseto nie zdążyło jeszcze odskoczyć rywalom. Na razie sytuacja wygląda podobnie, choć być może wkrótce komuś uda się zbudować przewagę. Gdybyśmy jednak zaliczyli serię dobrych występów, natychmiast zapomnielibyśmy o porażkach.
PRAWIE WSZYSCY DO DYSPOZYCJI
– Rossetti przejdzie we wtorek kontrolne badanie USG, po którym ocenimy, jak będzie przebiegał jego powrót do zdrowia. Pozostali zawodnicy zmagają się z drobnymi dolegliwościami, ale nie wpłyną one na ich dostępność.
CAVALLARI
– Kapitanem nie jest wyłącznie ten, kto nosi opaskę. Wręcz przeciwnie, moim zdaniem czasami jest nim również zawodnik, który nie rzuca się w oczy. Mamy jednak szeroką kadrę. Na początku sezonu Cavallari dużo grał, ale później uznałem, że lepiej będzie dać szansę innym. Nie oznacza to jednak, że nie może wrócić do składu i ponownie założyć opaski kapitańskiej. Podobnie jest z Barberą, który jest dla mnie niezwykle ważnym zawodnikiem, a ostatnio dostaje mniej szans, czy z Cecconim, istotnym piłkarzem na tym poziomie rozgrywkowym, który obecnie gra rzadziej. Jeśli chodzi o dwukrotne z rzędu znalezienie się na trybunach, musimy oceniać poszczególne sytuacje. Przejście na ustawienie z trzema obrońcami mogło sprawić, że Cecconi i Zanoni dawali mi możliwość wystawienia zarówno półśrodkowych obrońców, jak i wahadłowych. Cavallari bardzo dobrze trenuje i nie mam mu nic do zarzucenia. Taka jest jednak obecna sytuacja i podobne rzeczy mogą przydarzyć się każdemu. Niestety, trzeba podejmować decyzje, a ten, kto je podejmuje, nie zawsze ma rację.
KONSEKWENCJE
– Niestety, taka sytuacja może powodować u zawodników poczucie niestabilności. Niektórzy nie są do tego przyzwyczajeni i trudno im pogodzić się z takim stanem rzeczy. Ja sam z tego powodu straciłem Sienę. W pewnym momencie zostałem nieco odsunięty na bok i zareagowałem negatywnie, co ostatecznie doprowadziło do mojego odejścia po zakończeniu sezonu. Dopiero teraz to dostrzegam. Oczywiście, to trudne, ale na początku roku jasno określiliśmy nasze zasady. Teraz przestałem nawet przepraszać zawodników, którzy nie mieszczą się w składzie, bo taka jest obecna sytuacja. Jeśli uda nam się zaakceptować te realia, jako drużyna możemy na tym skorzystać. W przeciwnym razie będzie nam ciężko.