Wróciła pogubiona Siena
Ostatecznie derby wygrał ten, kto włożył w nie więcej determinacji, charakteru i odwagi. Ten, kto włożył więcej serca: Poggibonsi. Giallorossi, wyraźnie wznoszący się w formie, lecz wciąż zajmujący niepokojącą pozycję w tabeli, okopali się za swoimi motywacjami i w pełni zasłużenie zdobyli trzy punkty, sprowadzając na ziemię Sienę, ponownie uwikłaną w swoje grzechy, która z upływem minut całkowicie się rozsypała.
Jeśli podobają Ci się nasze treści i chcesz wesprzeć ich dalszy rozwój, zapraszamy do postawienia wirtualnej kawy na BuyCoffee! Twoje wsparcie pomaga nam tworzyć więcej ciekawych materiałów, a każda wpłata to dodatkowa motywacja i możliwość rozwijania portalu. Dziękujemy za każdą złotówkę!
Pierwsza połowa faktycznie uwidoczniła różnicę między obiema drużynami: Somma i koledzy trzymali w rękach stery meczu, stworzyli sobie okazje, także bardzo klarowne, by objąć prowadzenie, trafiali jednak w obramowanie bramki zamiast w jej światło. To podsycało wśród kibiców Bianconeri nadzieję na powtórkę filmu z Artemio Franchi sprzed tygodnia (Siena - Orvietana 5:1). Już pod koniec tej części gry sygnałem ostrzegawczym był jednak strzał Masiniego, który o włos nie uczcił gola przeciwko byłemu klubowi.
W drugiej połowie lew zaryczał, Siena znów straciła swoje pewniki i rozpadła się organizacyjnie. Zmiany trenera Bellazziniego, przeprowadzone dopiero u schyłku spotkania, nie przyniosły oczekiwanych efektów. A trzy minuty przed 90. minutą Martucci miał czas, by obrócić się samotnie w polu karnym i skierować piłkę do siatki, zapisując się na kartach historii Giallorossi.
W historii Robur porażka w Poggibonsi, anno domini 2026, pozostanie kolejną smutną kartą. Smutną tak jak obraz, jaki Siena zaprezentowała na stadionie Stefano Lotti po końcowym gwizdku: z jednej strony Giallorossi świętujący razem ze swoimi kibicami, z drugiej Bianconeri ze spuszczonymi głowami, wracający do szatni, odepchnięci przez 400 fanów obecnych w sektorze gości.
Największy niepokój w środowisku Bianconeri budzi właśnie brak tych motywacji i bodźców, które rozpaliły w niedzielę rywali. I głowa trenera Bellazziniego przytaknęła, gdy zwrócono mu na to uwagę.
"Z zawodnikami rozmawiam codziennie, musimy znaleźć właściwe cele na drugą część sezonu, bo w przeciwnym razie grozi nam dryfowanie w otchłani, które nie prowadzi do niczego dobrego". - powiedział szkoleniowiec.
Motywacje powinny jednak płynąć także ze strony klubu, być może poprzez działania na rynku transferowym, które jak dotąd ograniczyły się do sprowadzenia Bello i Andolfiego, poprzez jasne stanowiska i stałą obecność. Z pewnością nie poprzez bezruch.